Niebianskie plaze

Pierwszy postoj w Tajlandi i pierwszy zachwyt. To co dzis zobaczylam przeroslo moje oczekiwania. Domyslalam sie ze plaze w Tajlandi moga byc piekne… ale ze az tak….? ogladalam wczesniej foty i bylam swiecie przekonana ze sa podkrecana w fotoszopie!! Woda nie moze byc tak blekitna i tak czysta!! Pogoda wrecz idealna. Cieplo, ale nie upalnie, pot sie nie leje, bo lekki wiaterek chlodzi.. woda orzezwia, ale nie jest zimna. Po prostu plaze marzenie!!! Pluskalam sie w wodzie jak dzieciak w pierwszy dzien wakacji. No i oczywicie caly dzien spedzony na plazy zaskutkowal lekka czerwona opalenizna, ale do jutra powinna zejsc :)

IMG_0839

IMG_0825

IMG_0817

IMG_0833

IMG_0831

IMG_0745

Czeski polski

Na swojej drodze spotykam roznych ludzi. Fajnych, niefajnych, od jednych sie ucze, innych unikam a jeszcze inni opowiadaja smieszne rzeczy:) Jak ci czesi, ktorych wczoraj poznalismy. Pewnie kazdy zna jakis dowcip nt jezyka czeskiego. Chocby cos w stylu: jak jest parasolka po czesku? – szmaticzku na paticzku. Jak latwo sie domyslic, czesi tez nas przedrzezniaja ;] Jak jest stanik po polsku? “zawieszoki na cycoki” :) Slynne powiedzenie Arnolda w rownie slynnym filmie: “Asta la vista, baby” po polsku brzmi ponoc “Asta la vista, lalusiu”. To tez podobno po polsku: “obciagnij mi skorke, lalusiu”:) tlumaczyc chyba nie musze ;]

A z innego gatunku… co moze znaczyc “chytry frajer”?? wydawaloby sie ze tak latwo kogos obrazic. otoz nic bardziej mylnego. “chytry frajer” to czeski “rowny gosc”:)

Nie musze tez chyba pisac jakie to wszystko wydawalo sie smieszne po kilku piwach, ktore tak na marginesie wkoncu sa za rozsadna cene :)

Jakie znacie jeszcze smieszne slowka przedrzezniajace czeska mowe??

Penang

IMG_0721

IMG_0720

IMG_0712

IMG_0698

IMG_0682

IMG_0678

IMG_0673

IMG_0706

IMG_0664

IMG_0662

IMG_0660

IMG_0659

IMG_0656

IMG_0646

IMG_0630

Cameron Highlands

Moje prośby zostały wysłuchane. Na truskawkowych wyżynach powietrze jest orzeźwiające, świeże, jest ciepło lecz nie ma upałów. Nie pocę się :) a nawet zmarzłam dziś w nocy – dość dziwne zjawisko biorąc pod uwagę wcześniejsze doświadczenia. Ale nie narzekam, a wręcz zachwycam się pogodą!!:)

I pierwszy raz śpię w pokoju większym od łóżka tylko na jakieś 30 cm :)

Plantacje herbaty (oczywiście dostępna jest również truskawkowa herbata :)

IMG_0614

IMG_0605

Truskawkowy raj

Odnaleźliśmy truskawkowy raj!! miejsce, w którym truskawki są dobrem narodowym, sprzedawanym w każdej postaci: lody, koktajle, naleśniki, dżemy, syropy, magnesy na lodówkę, gumki do włosów, budziki, parasolki, skarpetki… po prostu wszystko jest truskawkowe :) nie ukrywam, że głównym motywem sprowadzającym mnie tutaj było skosztowanie domowej roboty lodów truskawkowych!! Pycha!!
Jadłam oczywiście również świeże truskawki, po raz pierwszy w październiku. Jednak to chyba nie do końca sezon na nie, gdyż nie były takie słodkie jakby się można było spodziewać. Ale mimo wszystko, warto było!!

IMG_0623

IMG_0594

IMG_0595

IMG_0597

IMG_0617

Truskawkowe roti i truskawkowe lassi:
IMG_0578

Truskawkowy sklep a w nim wszystkie możliwe zastosowania truskawek:

IMG_0581

IMG_0620

IMG_0619

IMG_0618

IMG_0582

IMG_0583

I truskawkowa Czucha:)

IMG_0598

Kuala Lumpur

Kolejne wielkie miasto. Tłumy, upał, dziury w chodnikach, brud na ulicach, smród durianów na każdym kroku i Petronas Twin Towers widoczne z niemal kazdej czesci miasta… KL różni się zdecydowanie od Singapuru. Brudniejsze, bardziej zaniedbane, bardziej azjatyckie…
Wilgotność sięga zenitu, ktorej niemal dorownuje poziom irytacji. Za goraco, za mokro…. jeszcze chwili potrzebuje by sie przyzwyczaic… moze dluzszej chwili. Chce na plaze, nie chce juz tej wilgoci, nie chce byc ciagle spocona. chce by prysznic choc na chwile dawal orzezwienie….

IMG_0443

IMG_0450

IMG_0445

IMG_0439

IMG_0441

IMG_0510

IMG_0515

IMG_0410

IMG_0487

IMG_0545

IMG_0536

IMG_0526

IMG_0518

Najbardziej cuchnace owoce swiata- duriany. Po obraniu wygladaja jak rozgotowany, zepsuty, obślizgły kurczak a smakuja jak polaczenie brudnych skarpet, sera plesniowego i zgnilych obierek w cukrze. Nie żebym probowal kiedys jak smakuja brudne skarpety – ale tak wlasnie to sobie wyborazam:)

IMG_0554

IMG_0429

IMG_0425

IMG_0423

IMG_0420

IMG_0417

Singapur

Zanim przyjechalismy slyszalam same zle opinie o Singapurze: ze nudny, ze sterylnie czysty, same zakazy, nie ma co robic wsrod wiezowcow. Wiec myslalam ze bedzie to cos w rodzaju Dubaju. Jednak nie moglam sie milej rozczarowac. Byc moze nie jest to miasto w ktorym mozna by spedzic tydzien badz dwa, ale na pewno jest warte zobaczenia i posiedzenia tu 2-3 dni.

Tak jak pisza w przewodnikach, rzeczywiscie na kazdym kroku napotykamy jakis zakaz :) za przechodzenie przez ulice w miejscu niedozwolonym, za smiecenie, za jezdzenie rowerem tam gdzie nie wolno, za jedzenie i picie w metrze, żucie gumy, nawet za jedzenie durianow :) oczywiscie niektore zakazy sa takie same jak w Europie – tylko ze tam nikt nie przypomina o tym na kazdym kroku straszac wygorowanymi karami!!

IMG_0314

Oczywiscie sprobowalam tutejszego metra, mimo ze cieszy sie bardzo dobra opinia i rzeczywiscie jest mega wygodne i latwe to mimo wszystko nie dorownuje londynskiemu:) tamto ma klimat… to jest jak caly Singapur czasem az za sterylne i idealne:)

IMG_0204

IMG_0203

No i jest drogo. W porownaniu do Malezji, troche daje po kieszeni. Wiec podrozujac na raczej niskim dziennym budzecie, nie mozna tu zbyt dlugo zabawic, a szkoda. Bo mogloby byc fajnie :) ale coz, trzeba oszczedzac i czekac na jakies tansze czesci Azji. Poki co z zakupow nici… a korci, korci… a mam taka ochote ma mega wielkie i zimne piwo, tymczsem zywie sie w tanich chinskich dzielniach poza centrum:)

Chinatown:

IMG_0325

IMG_0326

IMG_0193

IMG_0323

Buddyjska swiatynia w Chinatown:
IMG_0328

IMG_0334

IMG_0343

IMG_0340

Little India:

IMG_0296

IMG_0281

IMG_0275

IMG_0311

Dzielnica Arabska:

IMG_0210

IMG_0243

Cmentarz muzulmanski – “okragle” nagrobki meskie, “plaskie” damskie
IMG_0253

IMG_0252

No i koniecznie symbol Singapuru – dziwaczne polaczenie ryby z lwem. Za Lonely Planet powtarzam: i pomyslec ze tu zakazuja uzywania narkotykow :P a pytam: kto mogl cos takiego wymyslic??????

IMG_0364

A co jeszcze komiczniejsze – tlumy azjatow stojacych pod figura i próbujacych zrobic sobie tak zdjecie, by wydawalo sie ze woda tryskajaca z paszczy rybo-lwa albo wlewala im sie do ust albo wylewala. Pozycje – mistrzostwo swiata!! Zarowno ci pozujacy jak i co robiacy zdjecia!! mega beka!!! ;]

IMG_0362

I kilka wiezowcow na koniec:

IMG_0370

IMG_0346

Czas w droge…

Tak oto zakonczylam swoj pierwszy “stacjonarny” etap podrozy :) po 3 tygodniach w Melace wyruszylismy do Singapuru.

Az zal mi bylo wyjezdzac. Zaczelam sie tam czuc juz jak u siebie w domu. Mialam swoj pokoj, swoich znajomych z ktorymi co wieczor sie spotykalam, znajomych lokalnych ziomow spotykalam na ulicy wymieniajac zawsze grzecznosciowe uwagi :) co u ciebie? a u ciebie? ok? ok!:) do zobaczenia potem na obiedzie, na kawie, w sklepie, basenie.

Nie powiem, poczatki jak zawsze byly trudne. Przerazajacy upal, obcy ludzie, nowe miejsce – szczegolnie ze byl to pierszy nie-europejski przystanek. Wydawalo mi sie, ze sie nie “wtopie” w tlum… “zachodni” wyglad do konca na to niepozwala, ale okazuje sie ze mozna dosc szybko sie zaaklimatyzowac i stac sie jednym z nich:) Melaka ma niesamowity urok. W tym miescie mozna siedziec tygodniami, podejrzewam ze i miesiacami robiac NIC. wloczac sie, odpoczywajac – totalny chill out. Obiady w lokalnych tanich restauracjach, piwko w domu pana Lee, ktory wieczorem zamienia sie w miejsce spotkan mieszkancow i turystow, przejazdzki rowerem, wieczorne spacery….

Ale oczywiscie nawazniejsi sa ludzie. Ludzie, ktorych tam spotkalam dali mi duzo sily, pozytywnej energii na dalsza droge. Mysle ze taki zastrzyk na samym poczatku to cos co moglo mi sie przydazyc najlepszego. Opuszczajac to miejsce, zegnajac sie z nimi mialam poczucie ze zostawiam swoich przyjaciol i ze niestety byc moze juz ich nie zobacze wiecej… chociaz w zyciu nic nie wiadomo… przydazyc sie moze wszystko, nawet to najbardziej niespodziewane… tesknie za nimi, choc juz na nowym miejscu przezywam kolejne fascynacje.
Ale historie, ktore uslyszalam od ludzi zostana gdzies tam zawsze ze mna. Pewnie czesc zapomne, niektore na stale ze mna beda, niektore kiedys opowiem, a inne zostawie tylko dla siebie.

Przed wyjazdem mialam duzo obaw i wcale nie twierdze ze wszystkich sie juz wyzbylam, ale wiem jedno – nie moglam dokonac lepszego wyboru. Tego doswiadczenia, tych przezyc, spotkanych ludzi juz mi nikt nie odbierze. A to dopiero poczatek. Wiem, ze nie zawsze bede spotykac samych wspanialych ludzi, niektrorzy pewnie niezle moga zajsc za skore, ale mysle ze tak czy inaczej warto :)

_MG_0104

_MG_0103

IMG_0191

Meczety Melaki

Nie wiem czy bedzie tak w całej Malezji, ale w Melace meczety nie wygladają jak te meczety, do których się przyzwyczaiłam. Meczety Melaki mają w sobie coś ze śwątyń chińskich, niż tych arabskich meczetów. Z zewnątrz wyglądają jak chińskie pagody, z tego co wyczytałam to we wnetrzach też widać wpływ chińskich świątyń i architektury.

Al – Azim Mosque

_MG_0079

_MG_0080

_MG_0081

_MG_0089

_MG_0092

Kampung Kling’s Mosque

_MG_9961

_MG_0024

_MG_0122

Kampong Hulu Mosque

_MG_0114

_MG_0119

Pierwsza “cepelia” zaliczona

No, jestem “prawdziwą” turystką :) odbębniłam pierwszą tutejszą tzw “cepelię”. Mam oczywiści na myśli odgrywanie przed turystami lokalnych zwyczajów, tańcow i spiewów, musowo w ludowych strojach :) Wszystko to odbywało w swojego rodzaju skansenie, w którym na wzór naszego wdzydzkiego znajdowały się repliki dowmów z róznych części malezji. Typowa niedzielno-rodzinna turystyka :)

_MG_0049

_MG_0046

_MG_0042

_MG_0055

_MG_0051

_MG_0035

_MG_0058

What to hell is going on??

To jadąc tu, do Azji obawiałam się jakiś powodzi, tsunami czy innych żywiołów. Nie sądziłam, że zostawiam je za sobą w Gdańsku. Kto by pomyślał że taki huragan nastąpi właśnie tam. Może to kolejny znak, że dobrze zrobilam wyjeżdzając ?:)

Przysiegam na wszystko – będę już narzekać na tutejsze upały!! Z całą pewnością temperatura 40 stopni jest idealną dla ciała, pot spływajacy po plecach i twarzy działa dobroczynnie na skórę.

Z wyrazami żalu łączę się z wami w nieszcześciu i idę spać po moim wiatrakiem!!

Dragon fruit

No to przyszedł czas na nieznane owoce :) Najpierw zachwyciłam się kolorem soku, który zamówiłam. I od razu postanowilam, że musze sprobować samego owocu. Ale kolor ma dużo fajniejszy niz smak. Aż dziwne że tak intensywnie różowy owoc może być tak mdły :)

_MG_9999

_MG_0015_MG_0021

Chińskie śdniadanie

Jakoś nie mogę się przekonać do tego chinskiego jedzenia tu. Jako że mieszkam w tutejszym China Town serwuje sie w najblizesz okolicy głownie chinszczyzne, lub jakas mieszanke chińsko-malajskiej kuchni. Ni cholere żadna mi nie podchodzi. Jesli juz cos jem to staram sie unikac obecnosci kurczaka w tym – po prostu odtrecza mnie widok i babranie sie w kawalku kury zmasakrowanej tasakiem i nalozonej na talerz ze wszystkimi pocietymi koścmi, kostkami i chrzastkami. I do tego WSZEDZIE no prawie wszedzie tony sosu sojowego. Na szczeście niedaleko, w dzielnicy hinduskiej jest kulinarny raj :) tam WSZYSTKO smakuje. I PACHNIE! I mają samosy. I bananowe lassi!! Litte india rules!!

Ale dziś o dziwo spotkała mnie miła kulinarna niespodzianka. Zostałam zabrana do typowo chińskiej, niedwiedzanej przez turystów lokalnej restauracji. Gdy tylko tam weszłam poczułam jak wszystkie skośne, chińskie oczka sie gapia na mnie. Jedyna białaska wsrod samych chinczykow. Moglo to swiadczyc, ze nie czesto sie pojawiaja tam tacy jak ja. Jeśli by się ktos zastanawiał czy istniej pierogowy raj, to oswiadczam że tak!! I jest własnie w owej restauracyjce. Nie wiem ile rodzajów pierożków tam maja. Nawet lokalsi sami nie wiedzą. Myśle ze przychodzac tam przez tydzień i każdego dnia probujac kilkanascie rodzajow – i tak nie sprobuje sie wszystkiego. Pierozki pieczone, smazone, gotowane, z warzywami, wolowina, kurczakiem, ryba grzybami. Nie wiem czy jest cos o czym by sie pomyslalo a nie byloby z tym pierożka. I sa pyszne!! Juz sama straciłam rachube ile zjadlam i z czym. Z ryba byly troche smierdzace, ale tez daly sie zjesc:) Herbata leje sie przy tym hektolitrami. Oczywiście też musiałam sprobować kazdego rodzaju, co chwila mi dolewano. Ale akurat tego nie potrafiłam docenic. Herbata jak herbata – prawie kazda podoba, tylko jedna mocniejsza i druga slabsza. Wiem wiem – jestem totalnym ignorantem jesli chodzi o herbate. Takiej ilości herbaty co dzisejszego ranka nie wypijam w PL chyba przez rok :P No i mam za swoje – za bardzo nie mogę sie oddalic od toalety hahah. Za dużo płynu jak na jeden raz :P

A oto i osławione pierożki i moi chińscy “kumple” hehe:
_MG_9990

A to nakrycie na pierwszym planie to moje – uczyłam się jeśc pałeczkami – pierwszy raz w życiu. Nawet co nieco udało mi sie nałozyć do buzi :)

_MG_9992

Melaka – pierwszy przystanek w Malezji

No to chyba najwyższa pora dać jakiś głos z tej tak długo przeze mnie wyczekiwanej Malezji :)

Pierwszego “przyjaciela” spotkałam już na lotnisku w Kulala Lumpur. Jako dobry przyjaciel chciał pomóc w dotarciu do pierwszego miejsca przeznaczenia – Melaki – położonej ok 140 km od KL. Najpierw zaproponował, że załatwi transport za 450 RM (1 RM to tak w dużym przybliżeniu 1 PLN). 450 RM to budżet jaki przewiduje przynajmniej na 3 tygodnie!! A nie na jedna przejażdzkę, choćby nie wiem jak wypasioną taksówka!! no ale “for you only my dear friend i have better price – only 300″ – “no thank you, my dear friend”. Ale takich “przyjaciół” już wiecej (przynajmniej do tej pory nie spotkałam) a do Melaki dotarłam za całe 25 RM, w warunkach wcale nie duzo gorszych zapewnie niż taksówka.

Pierwsze co mnie tu uderzyło to niezbyt oryginalnie – upał :) jestem tu juz blisko tydzień i ni jak nie mogę przywyknąć!! W “chłodniejsze” dni jest jakies 35-40 st. Nie chcę nawet wiedzieć ile jest w “cieplejsze”!! Dość nie na miejscu może się wydawać to moje narzekanie z perspektywy jesieni w Polsce – ale uwierzcie mi wcale nie jest tak kolorowo :) i niestety musze przyznac ze zaliczylam juz kilka wizyt w klimatyzowanych lokalach :) Ale wierzę w siebie i w swoje możliwośći przystosowania sie do tutejszego klimatu!! I myślę, że jeszcze zatesknie :) tymczasem zaopatrzyłam sie w wachlarz i sie z nim nie rozstaje! Wiekszość tutejszych turystów, a jest ich zatrzęsienie, raczej nie ma problemów z temperaturą. Są to głownie turyści z innych części Malezji, Chin, Indii. Więc co to dla nich jakieś tam marne 40 st, a ja na ich tle z buzią błyszcząca od potu i wachlarzem w dłoni wyglądam pewnie komicznie :P

A propos ludzi…. bardzo byłam ciekawa jak spodobają mi się tutajsi faceci :P Po Arabach, ktorymi byłam zafascynowana, po Hindusach, którzy bywali na prawdę urokliwi przyszedła czas na skośnookich Azjatów. No i już wiem że ci tutejsi hmmm…. nie bardzo się mi podbają:P Chociaż trudno powiedzieć czy widzę akurat kogoś z Malezji, Chin, Japoni…Jakby to delikatnie określic… są troszkę podobni wszyscy do siebie. Ups przepraszam zdarzają się wyjątki i nawet taki jeden koreański wyjątek mieszka ze mna w hostelu :) ale tak ogólnie niestety chyba się tu nie zakocham :P

Jedną z dość licznych tu atrakcji jest przejażdżka po mieście rowerową rikszą. Riksze są na maxa kolorowe, swięcące i głośne – nie ma opcji żeby przejechała obok niezauważona!! Im więcej sztucznych kwiatów ją zdobi i im jest głosniejsza tym wiekszym cieszy się powodzeniem!! Bosko wygląda taka na maxa kiczowata i kolorowa riksza w środku azjatyckiego miasta a z jej głosników ryczy “Take my breath away” albo “Carless whisper” :) Sama mam ochotę karnąć się, ale jak se pomyśle, jeden z tych chudych, małych kolesi będzie musiał pedałować ze mną na pokładzie, nie daj Boże pod górę…. hmmmm… trochę mi ich szkoda :P ale może jak upatrzę jakiegoś bardziej hmmm rosłego to moze się skusze :P

_MG_9900

_MG_9954

_MG_9977

A oto kilka pozstałych ujęć z Melaki:

Na tym nocnym stoisku kupiłam sobie wczoraj kolację – doprawdy pojęcia nie mam co jadłam. Pan próbowal mi wyjaśniać ale albo mój albo jego angielski nie był wystarczający. Nie było to na pewno żadne ciastko z rzodkwi, chyba że tak wygląda ciasto….. hmmm Jakkolwiek, było to dobre – ale na wszelki wypadek zapiłam wódka:)

_MG_9981

_MG_9982

_MG_9983

Nocne życie:

_MG_9989

_MG_9939

_MG_9932

_MG_9972

Komu taką lampkę nocną ?:)
_MG_9975

I za dnia:

_MG_9920

_MG_9914

_MG_9905

_MG_9961

_MG_9946

Dubai

Wrzucam kilka for z dubaju, żeby nie było… ale są żałosnej jkosci, nie przedstawiają niczego ciekawego. Ale dokładnie właśnie tak ja zobaczyłam Dubaj. Tak się podniecałam, że mamy ten stopover tam właśnie. Załatwianie wizy, nie taniej zresztą, podjarka – na nic to wszystko. Dubaj widział mi się jak nowoczesne miasto, wieżowce, dobra infrastukutra, czysto, ładnie, porządnie i bogato!! Prawie jak raj na ziemi. Nic bardziej mylnego. Dubaj to syf z kilkoma mega wypasionymi wieżowcami, hotelami i centrami handlowymi. Mam wrażenie (pewnie dokładnie zgodne z prawdą), że po prostu nie maja co robić już z kasą to se budują kolejny wiezowiec, z którym nie wiadomo potem co zrobić. Na wielu znich widzialam ogloszenia “for rent”!! Pfff kto by myślal o wynajmowaniu skoro też se może nawet jeszcze lepszy wybudować!!! i tak stoi jeden pusty obok drugiego pustego.

Mają też metro – żeby było się czym chwalić oczywiście. Po tym jak “zakochałam” się w londynskim metrze, pomyslałam że tu będzie jeszcze lepiej. Niestety kolejne rozczarowanie. Oczywiście sam wygląd i konstrukcja metra – na jawyższym poziome!! Pociągi bez konduktora, sterylnie czyste, z klimatyzacją. Nie ma opcji by spaść na tory bo od nich oddziela pasażerów szklana sciana z drzwiami, które sie otwierają tylko wtedy gdy za nimi zatrzymał się właśnie pociag. Ludzi z obsługi pełno!! Kierują gdzie maja stać kobiety, gdzie rodziny z dziecmi a gdzie właściciele złotych kart na przejazd. Nawet wody się napić na peronie nie można – nie udało mi się dowiedzieć dlaczego!! W każdym wagonie osoba udzielajaca informacji i opiekująca sie pasażerami. Tylko nie kumam po co ta cała pompa skoro z całej linii metra działa tylko kilka wybranych stacji!! A ja skąd niby mam o tym wiedzieć?? Gdy wchodzilam do metra wzięłam ulotkę (zawierającą mapkę linii) o tym jakiego to wspaniałego metra Dubaj sie dorobił i jacy są z tego powodu szczesliwi i dumni. Tylko ktoś zapomniał zaznaczyć, które stacje działają ;/ ot drobny szczegół – ważne, że jest eleganckie metro!

Nie czaję jak można płacic kupę szmalu i jechać do Dubaju na wakacje!! z tego co się dowiedziałam najwiekszymi atrakcjami są 2 wycieczki dziennie organizowane przez hotele. Dwie dziennie, codziennie – jedna na plaże, druga do centrum handlowego!! Plażę oczywiście kumam – ale można tam byc tylko w godzinach wyznaczonych przez hotel, bo inaczej nie przywiozą spowrotem, a często plaza jest dość znacznie oddalona od hotelu. No ale jak można uważać za atrakcje wyjsćie do centrum handlowego?? Co innego jakis lokalny bazarek, ale nie mega wielkie centra!! W jednym z takich centrów jest przystanek metra, wiec byłam, widziałam. Dodatkowo jeden arabski gnojek-taksówkarz zamiast mnie wysadzić po drugiej stronie stacji to objechal i wysadził mnie dokładnie tak, żeby i wiecej zarobić i żebym jeszcze dostała szału przedzierając sie przez kolejne piętra domu handlowego by dostać się na peron!!! Jakby za mało jeszcze mieli pieniedzy, szejki jedne!!

Poza tym całe miasto pokryte kurzem!! nie wiem czy to od tych budów czy to piasek z pustyni ale wszystko jest szare, przybrudzone, nawet widoczność jest słaba od tego syfu w powietrzu. Jeden wielki plac budowy!!!

Oczywiście na upał tam panujący już nie mogę narzekać bo to nie ich wina :P ale wszystko to razem sprawiło, że tym cudnym metrem czym prędzej wróciłam na lotnisko!!

Sławny hotel, ale nie wytrwałam by dotrzeć bliżej, oczywiście w pobliżu była kolejna budowa.
_MG_9882

_MG_9881

_MG_9874

_MG_9871

Samochody na parkingu, całkowicie pokryte warstwą kurzu:

_MG_9878