Podziękowania

Właśnie dostałam maila od mamy Kunchok’a z podziękowaniami. Dostali paczkę z ciuszkami, zabawkami i masą lizaków. Dziekuję za pomoc wszystkim, którzy się przyłączyli do tej mini akcji. Cała rodzina jest bardzo szczęśliwa.

Reklamy

Prezetny dla Kunchok’a

Dzieki pomocy wielu osob udało mi się zebrać dużo fajnych ciszków dla Kunchok’a i jego sióstr. Mój mały Tybetański słodziak będzie miał ciepłe buty na zimę, sweterki i rajstopki i mnóstwo jeszcze innych potrzebnych rzeczy. Wyszło tego blisko 10 kg. Paczka nie jest zbyt tania – chciałby się ktoś dorzucić z jakąkolwiek kwotą? Jeśli ktoś chciałby się ponownie włączyć do mojej osobisej akcji charytatywnej to tradycyjnie zapraszam na moje konto 🙂

mBank
17 1140 2004 0000 3302 3076 1746
Magdalena Czucha
Dywizjonu 303 13 b 7
80-462 Gdańsk

Ponownie dodaję że ważna jest każda kwota:)

A oto najnowsze zdjęcia Kunchok’a i jego mamy – zobione przez moja koleżankę Claire, z którą się poznałyśmy w Daramsali i która wróciła tam ponownie 🙂

Kunchok z mamą Tsomo:

Kunchok z Claire:

You buy more than You expect!

Historia kołem się toczy

Po raz kolejny potwierdza się zasada nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło i że nie ma co się martwić na zapas!! I jeszcze, że co ma być to będzie 🙂 inshallah!

Co to będzie, co to będzie – myślałam przygotowując się do powrotu do Polski!! Sytuacja rozwiązała się sama. Rachu ciachu i po strachu – CV, rozmowa i praca!!! I to gdzie??!! W mojej starej „fabryce” na moim starym stanowisku!! Deja vu normalnie!! Jakby nic się nie zmieniło, miałam tylko 2 letni urlop a teraz „zwyczajnie” wracam sobie do pracy.

No i teraz zobaczymy co to będzie…. nie spodziewałam się tak szybkiego obrotu spraw….

We śnie

Miałam przeabsurdalny sen ostatnio…. po 3 tygodniach po powrocie przypomniało mi się, że nie rozpakowałam jeszcze jednej torby. Podekscytowana otwieram ją….a tam…. uśmiecha się do mnie Kunchok!!!!!!!!!!!! mój mały Tybetański synek!! ja przerażona, że mi zaraz z głodu padnie pytam się (po polsku!) Kunchok, Kunchok wszystko w porządku?? (oczywiście tylko we śnie możesz się pytać dziecka po trzech tygodniach pobytu w torbie czy u niego wszystko ok!!!) On mi ze spokojem na to, po Polsku oczywiście, w końcu to polski sen: Taaaa, spoko, tylko wiesz co przewiń mnie!!!

Powrót…

23.30 w Polsce… 3 w nocy w Indiach…. Jeszcze ciągle patrząc na zegarek, przeliczam sobie czas na indyjski, zastanawiając się co bym o tej porze robiła…

Minęły 2 tygodnie i cztery dni, odkąd wróciłam do domu. Liczę każdy mijający dzień, który oddala mnie od tamtego życia. Życia, z którym tęsknię… jak cholera tęsknie. Prawie już zapomniałam, że na początku jechałam by sobie „popodróżować” po Azji. Tajlandia, Kambodża, Wietnam są tak odległe… Pobyt w Indiach, jakby nie patrzeć – ROCZNY – przyćmił mi wszystko

Od 2 tygodni nie robię nic, totalnie nic, nie mam ochoty na cokolwiek… Od dwóch tygodni zbierałam się żeby coś napisać. Może nie koniecznie, żeby jakoś „oficjalnie” zakończyć tego bloga, ale jakoś tak dla siebie.. żeby uporządkować sobie wszystko w głowie. Ale aż do tej pory nie mogłam, bo to oznaczało zaakceptowanie faktu, że to DEFINITYWNY koniec i prawdziwy powrót…. Nie sądziłam, że to będzie takie trudne, póki co nie umiem się odnaleźć…Przed wyjazdem byłam szczęśliwa, miałam to swoje małe życie i było git… A teraz?? Teraz sama nie wiem czego chcę i czekam chyba na jakiś cud…. Że nagle się ocknę z pełną świadomością tego co chcę w życiu robić, no dobra może nie od razu w życiu, ale może chociaż w najbliższych miesiącach.

Może jestem zbyt surowa dla siebie, oczekując że już po tak krótkim czasie wrócę zupełnie do „normy” i może powinnam dać sobie czas. A mam go pod dostatkiem…..

Pisałam, o tym że mam dosyć Hindusów i ich braku umiejętności logicznego myślenia. Pisałam, pisałam i wiedziałam, ze jeszcze za tym zatęsknię!! I że będę wszystko odszczekiwać i przepraszać ich w duchu. Ale nie sądziłam, że tak szybko… Co tam brak wody, przerwy w dostawie prądu, nieszczelne okna, ziąb czy przeraźliwy upał… Ja tęsknię za tymi uśmiechniętymi poczciwymi buziami, za tym bezwarunkowym szczęściem… tam poziom szczęścia nie zależy od poziomu posiadania. „Money comes, Money goes”. W Indiach dużo mówi się o kasie, ale ma się do niej zupełnie inne podejście. Po prostu się do niej tak nie przywiązuje. Każdy chce oczywiście zarobić jak najwięcej, ale nie ma takiego ciśnienia, żeby skitrać jak najwięcej i ją czcić. Jednego dnia zarobię tysia, drugiego stracę dwa. Ale to nie szkodzi bo trzeciego zgarnę pięć. I tak w kółko… Wszystko jakoś się ułoży!!

Tęsknię za podróżowaniem ale chyba jeszcze bardziej tęsknie za moją Daramsalą! Tam naprawdę był mój drugi dom. Przez jakiś czas nie mogłam nawet wrócić do swoich zdjęć stamtąd… nie mogłam długo na nie spojrzeć, bo za dużo wspomnień się z tym wiąże. Niby właśnie po to robi się zdjęcia… no niby tak, ale patrząc na nie jeszcze trudniej jest wrócić. Nadal nie mogę uwierzyć, że trafiłam tam zupełnie przypadkowo i nie planowałam zostać dłużej niż 2 tygodnie. Zostałam kilka miesięcy. Po prostu niewiarygodne!! I na pewno jeszcze tam wrócę. Może nieprędko, ale na pewno!

To odgrzebane dziś zdjęcie mojego indyjskiego„domu”, pokój w którym spędziłam kilka cudownych miesięcy!!

Na kilka tygodni przez wyjazdem z Indii trochę już się nie mogłam doczekać do powrotu do „cywilizacji”. Do porządnej kąpieli, czystych ulic (tak, tak Polska jest czysta!!!), do prowadzenia samochodu, do wizyty u fryzjera, do włożenia „normalnych” ciuchów. Takich zwykłych codziennych małych wygód. Ale się już chyba nacieszyłam i jeśli tylko miałabym okazję do wyjazdu, skorzystałabym. Nawet wiedząc że czeka mnie tam upierdliwy monsun J tylko, że póki co brak okazji….

Indie są niesamowite, kocha się je lub nienawidzi. Ja kocham odkąd pierwszy raz je zobaczyłam. Jest coś niesamowitego i przyciągającego w tym kraju. I nie pytajcie dlaczego. „Dlaczego” jest jedynym niewskazanym pytaniem w Indiach. Bo nigdy nie wiesz dlaczego coś się tam dzieje, po prostu tak jest i już!

Kilka dni temu brat opowiedział mi historię kogoś kto wrócił też z Indii lub jakiś okolicznych rejonów i przywiózł ze sobą jakąś nieznaną chorobę, której w Polsce nie potrafią zdiagnozować. Wysyłają go powrotem tam skąd przyjechał, bo tam prawdopodobnie nie będzie problemu z wykryciem na co choruje i z wyleczeniem. Też chcę taką diagnozę!!!

Give me one reason to stay

Give me one reason to stay here and I’ll turn right back around
Because I don’t want leave you lonely
But you got to make me change my mind
Baby I got your number and I know that you got mine
But you know that I called you I called too many times
You can call me baby you can call me anytime
But you got to call me

(by Tracy Chapman)

%d blogerów lubi to: